wtorek, 15 października 2013

Enrique Peñalosa - Złe miasta


Przedrukowuję ten artykuł, gdyż wreszcie fundamentalnie się z kimś zgadzam. 
--------------
Stworzyliśmy złą przestrzeń, całkowicie błędną. I to, co musimy zrobić, to nie jakaś drobna poprawka – musimy zacząć budować kompletnie inne miasta! Co to znaczy? To może znaczyć, że powinniśmy budować miasta z setkami, a nawet tysiącami kilometrów zielonych szlaków przecinających tkankę miejską. Tak, żeby całe miasto można było przejść taką szeroką na 15 metrów ścieżką (także rowerową), wzdłuż której rosłyby drzewa i krzewy.
(Niniejszy artykuł powstał na podstawie wywiadu przeprowadzonego przez Wojciecha Przybylskiego z Enrique Peñalosą, burmistrzem Bogoty. Pełny zapis rozmowy zostanie opublikowany w kolejnym numerze „Res Publiki Nowej  - fragmenty przedrukowuję za Res Publika Nowa ZŁE PRZYZWYCZAJENIE DO ZŁYCH MIAST)


Samochody są dla mnie tym, co całkowicie zmieniło charakter miast. To nie jest jakiś drobny problem, to jest TEN problem. Możemy podzielić historię miast na dwa etapy – przed i po pojawieniu się samochodów. Od momentu, w którym się pojawiły, powinniśmy byli zacząć budować zupełnie inne miasta. Ale nie, kontynuowaliśmy wszystko tak, jakby nic się nie wydarzyło, co oznacza, że ulice stawały się coraz większe i większe, aż do koszmarnych rozmiarów autostrad. Są jak przeszkody,  których ludzie nie mogą przejść, nie mogą być nawet w ich pobliżu. Co ciekawe, przyzwyczailiśmy się do tego i traktujemy to teraz jak coś normalnego.
Żyjemy w ciągłym niebezpieczeństwie. Jeśli powiesz dziś jakiemukolwiek dziecku „uważaj, samochód!”, dziecko podskoczy ze strachu. Dziesiątki tysięcy ludzi ginie co roku w wypadkach samochodowych. Samochody przejęły przestrzeń dotychczas zajmowaną przez ludzi. Mógłbyś powiedzieć, że miasto to przede wszystkim przestrzeń dla przechodniów.
Chodzi mi o to, że miasto jest miejscem, w którym spotykają się różni ludzie – grubi, chudzi, starzy, młodzi, biedni, bogaci. Niemniej jednak jest to bardzo możliwe, że większość miast przeznacza teraz więcej miejsca na parkingi (nie do przemieszczania, ale do parkowania samochodów!) niż dla pieszych i rowerów łącznie.
Ludzie sądzą, że posiadacze samochodów mają większe prawo do przestrzeni ulicznej niż ci, którzy ich nie posiadają. Ale to oczywiście nieprawda, bo każdy obywatel ma takie samo prawo do przestrzeni ulicznej. Kto kiedykolwiek zdecydował, że ta przestrzeń zostanie przeznaczona do parkowania samochodów? Parkowanie nie jest żadnym konstytucyjnym prawem.
Konstytucje zapewniają wiele praw – do edukacji, do opieki zdrowotnej, do mieszkania, do pracy, ale nie do parkowania. W żadnym artykule żadnej konstytucji nie ma zapisu na temat parkowania. I nie jest to mały problem, wprost przeciwnie, to ogromny problem. Stworzyliśmy koszmarne warunki życia, miasta, w których ludzie dorastają w ciągłej obawie przed śmiercią na ulicy.
[...]
Dokładnie to samo ma miejsce dzisiaj. Musimy zrozumieć, że najcenniejszym zasobem miasta jest jego przestrzeń publiczna, ale przede wszystkim chodzi o przestrzeń drogową. To, co Jan Gehl nazywa „przestrzenią pomiędzy budynkami”. Pytanie brzmi jak powinniśmy podzielić tę przestrzeń pomiędzy pieszych, rowerzystów, transport publiczny i samochody. To nie jest decyzja techniczna, bo można przecież oddać samochodom całą tę przestrzeń, a i tak będą tworzyły się korki.
To oczywiste, że autobus z pięćdziesięcioma pasażerami ma więcej prawa do tej przestrzeni niż właściciel samochodu osobowego. To oczywiste z demokratycznego punktu widzenia, ale nie trzeba mieć też dyplomu doktora z MIT, żeby to zauważyć. Komitet dwunastolatków odkryje w 20 minut, że najbardziej efektywnym użyciem ulicy jest wytyczenie na niej buspasów. Jednym buspasem może przejechać tyle samo osób, co sześcioma zwykłymi pasami ruchu! W dzisiejszym świecie, nieposiadanie autobusu w ruchu ulicznym jest równie niesprawiedliwe jak nieudzielanie kobietom głosu sześćdziesiąt lat temu. To jest równie absurdalne.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz